I to właśnie w Operalnii 19 listopada 1765 roku Aktorowie Jego Królewskiej Mości dali premierę Natrętów Józefa Bielawskiego, komedii będącej swobodną przeróbką z Moliére’a. Ponieważ trupa grała w języku polskim i z gry się utrzymywała, 19 listopada obchodzimy, jako rocznicę powstania Teatru Narodowego.
Eugeniusz Szwankowski - wybitny znawca teatru, zwłaszcza historii narodzin teatru narodowego. Opisywał sylwetki tak znanych artystów jak Alojzy Żółkowki- ojciec i syn, Wojciech Bogusławski, redagował pierwsze podręczniki historii teatru polskiego. Varsavianista, autor wielu opracowań dotyczących historii, architektury Warszawy.
wtorek, 31 lipca 2012
Powołanie narodowej sceny było jednym z elementów projektowanej przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego reformy edukacji, obyczaju i życia kulturalnego upadającej Rzeczpospolitej. Zespół występował w Operalnii przez dwa lata (1765-1767), jego działalność przerwały niepokoje, które ogarnęły Rzeczpospolitą (konfederacja barska i pierwszy zabór). Wznowienie przedstawień należy zawdzięczać uchwaleniu w roku 1774 monopolu teatralnego. Odtąd dość burzliwe dzieje sceny, która straciła status teatru nadwornego, były związane z osobami kolejnych antreprenerów.
Innym znanym miejscem gdzie mieścił się Teatr Narodowy był Pałac Radziwiłłów na Krakowskim Przedmieściu. Sala na pierwszym piętrze działała od roku 1774-1778.
Na scenę wprowadzono w tym czasie rodzimy repertuar, komedie Franciszka Bohomolca i Adama Czartoryskiego. W tym miejscu na tej scenie w 1778 roku zadebiutował Wojciech Bogusławski
Główny wjazd od Senatorskiej, prowadził na ogromne targowisko. Tutaj koncentrował się handel importowanymi towarami luksusowymi, znajdujący się w ręku kupców cudzoziemskich. I to po zburzeniu tych hal na tym miejscu wybudowano gmach Teatru Narodowego. Po klęsce powstania listopadowego władze niechętnie patrzyły na kontynuowanie działalności pod szyldem Teatru Narodowego. Stąd też używano nazwy Teatr Wielki. Tu występowali Alojzy Żółkowski syn (uwaga więcej w odcinku 3 i 4 naszego cyklu), Helena Modrzejewska, Jan Królikowski, Bolesław Leszczyński, Wincenty Rapacki.
Marywilski - oznacza ona Miasto - Marii. Marywill wzorowany był na paryskim Palais Royal. Nazwa Miasto Marii (Marie Ville) nadana została ku czci założycielki, Marii Sobieskiej. Kazała ona wybudować hale targowe przy skrzyżowaniu ulic Senatorskiej z Wierzbową. Był to ogromny gmach pięcioboczny, zawierający pomieszczenia dla kilkudziesięciu sklepów ze składami, oraz rodzaj hotelu dla przyjezdnych, wraz z garkuchnią.
czwartek, 5 lipca 2012
sobota, 30 czerwca 2012
Zbigniew Raszewski:
Po pewnym czasie zaczęło się mówić, że stosunki Profesora z Szyfmanem psują się. Wkrótce już i sam Profesor o tym mówił. Przyczymy mogły być różne, mnie tylko w części wiadome. Myślę, że Szyfman z irytacją przyjał decyzję o utworzeniu Gabinetu Schillera w Muzeum Teatralnym. (Decyzję tę podjęto na szczeblu Ministerstwa, gdy Irena Schillerowa przekazała na własność państwa całe archiwum domowe z takim właśnie warynkiem) Profesor był w tej sprawie wykonawcą decyzji ministerialnych, ale chyba naraził się Szyfmanowi gorliwością, z jaką usiłował to polecenie wykonać. (...) Po pewnym czasie doszło do mnie, że jeszcze przed otwarciem Muzeum kierownik ma być zmieniony i że jest to decyzja nieodwołalna. Zmartwiłem się tym, bo wiedziałem, ile pracy Profesor włozył w zorganizowanie Muzeum. Nie miałem jednak wtedy żadnego wpływu na bieg wydarzeń.
W styczniu 1964 r. Wyszło zarządzenie zabraniające pracownikom naukowym Polskiej Akademii Nauk pracy na dwóch etatach. Do tej pory działalność prof. E. Szwankowskiego opierała się na rokrocznie przedłużanym zezwoleniu dyrekcji Państwowego Instytutu Sztuki. Prof. Szwankowski stanał wobec wyboru – Sekcja Teatru czy Muzeum Teatralne. Jego współpracownicy twierdzą, że decyzję podjął bez wahania – bliższa i ważniejsza była dla niego praca naukowa w Państwowym Instytucie Sztuki.
Byliśmy właśnie z profesorem w Bristolu na kolacji w gronie teatrologów amerykańskich i kanadyjskich. Pamiętam, jak goście zagraniczni byli zdziwieni rozległą wiedzą teatralną Profesora Szwankowskiego. Ale nie tylko jego wiedza była godna podziwu, ale również stosunek do teatru. Był nie tylko teatrologiem, ale i teatromanem. Jego widzenie teatry nie było spojrzeniem oschłego badacza.
Tadeusz Sivert:
Eugeniusz Szwankowski był odmieńcem. Nie odczywał zupełnie potrzeby mimetyzmu, przystosowania, czy też upodobnienia sie do otoczenia. Ani wyglądem, ani formami, ani zachowaniem. Był jaki był i chciał, żeby go takim przyjąć (lub odrzucić), bo zmieniać się nie zamierzał. Wielu z nas ma zaś w zanadrzu cała wiążkę masek, które zakłada zależnie od okoliczności. Ale, nie Szwankowski.
piątek, 29 czerwca 2012
Mieliśmy koleżankę, pracującą w dziale administracji, raczej nam mało znaną. Po jakimś czasie okazało się, że mieszkała kątem u ludzi niesympatycznych i w bardzo trudnych warunkach. Proszę sobie wyobrazić, że prof. Szwankowski do niej przyszedł i powiedział: "Proszę pani chętnie panią wezmę do domu". I tak się stało. (...) ta pani nie miała słów wdzięczności, jeśli chodzi o oboje państwa Szwankowskich i mówiła o nich zawsze w samych superlatywach.
Profesor stykał się z ludźmi różnych poglądów politycznych. Spotykał się z różnymi opiniami o ludziach. Nie wszystkie opinie funkcjonujące są sprawiedliwe. Starał się być niezależny wobec tych opinii, starał się mieć własny sąd o ludziach, sprawdzony lekturą ich prac, znajomością tych ludzi. Ta cecha tolerancji, wydaje się, jest cechą zapożyczoną od wielkiego mistrza - prof. Marcelego Handelsmana, przed którym zdawał egzamin doktorski.
Profesor Szwankowski był wszędzie, gdzie istnialo życie intelektualne związane z badaniami nad rodzinnym miastem. Opracował setki haseł do "Encyklopedii Warszawy". Współpracował z Biblioteką Wiedzy o Warszawie, napisał nie wydany tomik o historii teatru warszawskiego, współpracował z Komisją Zamkową, która przed 1970 rokiem istniała nielegalnie...
wtorek, 26 czerwca 2012
Inna sprawa to moje wspomnienie już zupełnie osobiste. Otóż ja w tym okresie nie miałam zegarka. Niezwykle mi to przeszkadzało w punktualnym przybywaniu do Instytutu, zwłaszcza, że mieszkałam bardzo daleko od miasta. Musiałam się dwukrotnie przesiadać, żeby tu dotrzeć. Kiedyś rozmawiałam z jedną z koleżanek, mówiąć jej, że to fatalne, ale w moim domu jest tylko jeden zegarek na rękę - mojego ojca. Było to niedługo po wojnie, wszyscy byliśmy w fatalnej sytuacji finansowej. Po prostu nie moglam sobie tego zegarka kupić. Dosłownie za godzinę, czyy półtorej, prof. Szwankowski, który siedział z nami w tym samym pokoju, podszedł do mnie na korytarzu i powiedział: "Ja pani pożyczę pieniądze na zegarek".
poniedziałek, 25 czerwca 2012
„We wrześniu 1935 roku prezydent Starzyński z nachmurzoną twarzą przyszedł niespodziewanie do Archiwum na Ratuszu, żądając zapoznania go w ciągu 20 minut z najważniejszymi planami Warszawy. Szwankowski w czasie nieobecności dyr. Englerta, który uczestniczył wówczas w Zjeździe Historyków w Wilnie, poprosił kolegę o przyniesienie kilku najcenniejszych planów i błyskawicznie rozpoczął wykład o rozwoju terytorium Warszawy: pokazał najstarsze dzielnice, linie murów, wałów XVIII-wiecznych, nakreślił przebieg wału z 1770 r. i przemian Warszawy wieku Oświecenia. Starzyński słuchał skupiony, z rosnącym zainteresowaniem. Po kilku minutach przeprosił i połączył się telefonicznie ze swoim sekretarzem; zawiadomił, gdzie jest, polecając, aby nie kierowano do niego mało ważnych telefonów. Szwankowski spokojnie powrócił do przerwanego tematu, nie starając się już o skróty. Prezydent usiadł swobodnie, z rozpogodzona twarzą, słuchał uważnie, zadawał pytania. Następny okres urbanistycznych śledził na planie Koriota z 1819 r; przyniesiono więcej planów, zainteresowanie prezydenta nie słabło. Spędził w archiwum około dwóch godzin, zapoznając się z dziejami rozwoju miasta, którego był gospodarzem i nad którego modernizacja zaczął pracować”.
Adam Słomczyński:
„Gdzieś około drugiej czy trzeciej, gdy przewaliły się nawałnice nalotów i zapanował względny spokój, zjawił się blady i zgarbiony, w przykrótkim paletku, zaniepokojony naszym losem Szwankowski. Głęboko wstrzaśnięty zostal widokiem, jaki mu się przedstawił. Nie mogąc zdecydować się na pozostawienie nas samych pozostał w Arsenale na noc. Nocowaliśmy razem na tapczanie w izbie kancelaryjnej, wsłuchując się długo w huczące detonacji rozrywających się gdzieś pocisków i rozpamiętując przeżyte po raz pierwszy tak bezpośrednio ciosy”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)