sobota, 30 czerwca 2012



Zbigniew Raszewski:
Po pewnym czasie zaczęło się mówić, że stosunki Profesora z Szyfmanem psują się. Wkrótce już i sam Profesor o tym mówił. Przyczymy mogły być różne, mnie tylko w części wiadome. Myślę, że Szyfman z irytacją przyjał decyzję o utworzeniu Gabinetu Schillera w Muzeum Teatralnym. (Decyzję tę podjęto na szczeblu Ministerstwa, gdy Irena Schillerowa przekazała na własność państwa całe archiwum domowe z takim właśnie warynkiem) Profesor był w tej sprawie wykonawcą decyzji ministerialnych, ale chyba naraził się Szyfmanowi gorliwością, z jaką usiłował to polecenie wykonać. (...) Po pewnym czasie doszło do mnie, że jeszcze przed otwarciem Muzeum kierownik ma być zmieniony i że jest to decyzja nieodwołalna. Zmartwiłem się tym, bo wiedziałem, ile pracy Profesor włozył w zorganizowanie Muzeum. Nie miałem jednak wtedy żadnego wpływu na bieg wydarzeń.

W styczniu 1964 r. Wyszło zarządzenie zabraniające pracownikom naukowym Polskiej Akademii Nauk pracy na dwóch etatach. Do tej pory działalność prof. E. Szwankowskiego opierała się na rokrocznie przedłużanym zezwoleniu dyrekcji Państwowego Instytutu Sztuki. Prof. Szwankowski stanał wobec wyboru – Sekcja Teatru czy Muzeum Teatralne. Jego współpracownicy twierdzą, że decyzję podjął bez wahania – bliższa i ważniejsza była dla niego praca naukowa w Państwowym Instytucie Sztuki.

Kiedy nieraz pytaliśmy się profesora Szwankowskiego, dlaczego odchodzi, dlaczego zostawia tę placówkę, z którą mocno był związany, odpowiadał: "Ja się nie nadaję na dyrektora."

Byliśmy właśnie z profesorem w Bristolu na kolacji w gronie teatrologów amerykańskich i kanadyjskich. Pamiętam, jak goście zagraniczni byli zdziwieni rozległą wiedzą teatralną Profesora Szwankowskiego. Ale nie tylko jego wiedza była godna podziwu, ale również stosunek do teatru. Był nie tylko teatrologiem, ale i teatromanem. Jego widzenie teatry nie było spojrzeniem oschłego badacza.


Tadeusz Sivert:
Eugeniusz Szwankowski był odmieńcem. Nie odczywał zupełnie potrzeby mimetyzmu, przystosowania, czy też upodobnienia sie do otoczenia. Ani wyglądem, ani formami, ani zachowaniem. Był jaki był i chciał, żeby go takim przyjąć (lub odrzucić), bo zmieniać się nie zamierzał. Wielu z nas ma zaś w zanadrzu cała wiążkę masek, które zakłada zależnie od okoliczności. Ale, nie Szwankowski.

piątek, 29 czerwca 2012


Mieliśmy koleżankę, pracującą w dziale administracji, raczej nam mało znaną. Po jakimś czasie okazało się, że mieszkała kątem u ludzi niesympatycznych i w bardzo trudnych warunkach. Proszę sobie wyobrazić, że prof. Szwankowski do niej przyszedł i powiedział: "Proszę pani chętnie panią wezmę do domu". I tak się stało. (...) ta pani nie miała słów wdzięczności, jeśli chodzi o oboje państwa Szwankowskich i mówiła o nich zawsze w samych superlatywach.

Kiedyś, pamiętam, chyba w jakiejś rozmowie przed wielu laty, powiedział, że są warszawiacy z urodzenia i warszawiacy również z przekonania. I On był typowym egzemplarzem takiego warszawiaka.